CZYTAJMY SIĘ!: „…wyprowadzić się do lasu / na spacer / bez smyczy”, Eliza Saroma-Stępniewska (poezja), Zbigniew Stępniewski (muzyka)
Wstęp wolny

CZYTAJMY SIĘ!: „…wyprowadzić się do lasu / na spacer / bez smyczy”, Eliza Saroma-Stępniewska (poezja), Zbigniew Stępniewski (muzyka)

  • Wydarzenie archiwalne: 29.11.2022
Miejsce:
KPCKBydgoszcz, pl. Kościeleckich 6

Wieczór słowa i dźwięku, związany z promocją najnowszego zbioru wierszy Elizy pt. Frigor mortis, dwujęzycznego tomiku-galerii (z angielskimi wersjami utworów pióra samej autorki), ilustrowanego jedynymi w swoim rodzaju rysunkami i obrazami Alicji Saromy. A właściwie, poniekąd, dwóch tomików, jako że poprzedni – Jaśnie, półcienie i ciemnie, w wyniku splotu wielu okoliczności również nie miał jeszcze oficjalnej premiery. Podczas spotkania można będzie nabyć książki autorki.


Eliza Saroma-Stępniewska, ur. 1977 w Warszawie,  autorka wierszy, redaktorka, korektorka, copywriterka.  Tłumaczka poezji, głównie anglojęzycznej. Współautorka proekologicznej książki dla dzieci Draka Ekonieboraka (2012), autorka zbiorów wierszy: Sztuka składania, Jaśnie, półcienie i ciemnie oraz dwujęzycznego, polsko-angielskiego Frigor mortis (z przekładami pióra samej autorki). W wolnych chwilach układa szarady i krzyżówki dla „Rozrywki” tudzież pasjami czyta, wędruje, fotografuje… Bywa, że śpiewa i komponuje wraz z mężem Zbigniewem.

Od pierwszego roku życia, przez wiele lat związana z Bydgoszczą, obecnie na stałe mieszka w Hiszpanii, gdzie śpiewa w lokalnym andaluzyjskim chórze Coro de Cómpeta jako wysoki sopran. Podkreśla: „Mój poetycki język jest bardzo melodyjny – wiele spośród napisanych przeze mnie utworów to de facto gotowe piosenki. Kilka miesięcy temu zaświtała mi idea, aby spróbować samej zagrać akompaniamenty – nabyłam zatem ukulele (gitary jakoś zawsze okazywały się dla mnie zbyt duże, nazbyt toporne) i posiłkując się internetowymi tutorialami, rozpoczęłam naukę gry. Po niedługim czasie, zaczęły mi się układać w głowie pierwsze kompozycje muzyczne do tekstów moich wierszy. Tak powstał najpierw utwór Światło i ciemność, a następnie kolejno: tyle już było minęło / lots in this world has gone south, Wdowi pląs / Widow Dance (oba z mojego najnowszego tomiku Frigor mortis) oraz Gdy powietrze wiosną świeże (z pierwszego tomiku Sztuka składania). Pomimo że moja gra na ukulele nadal daleka jest od mistrzostwa, a trema sprawia, że czasem zadrży mi głos… to jednak śpiewanie sprawia mi tyle radości, że chciałabym tych kilka moich wierszy zaprezentować Państwu właśnie w formie piosenek”.


Zbigniew Jan Stępniewski, kompozytor samouk. Wspomina: „Biało-czarne klawisze pianina, przyciągające jak magnes, jak przedmiot zapamiętany z poprzedniego wcielenia. Pamiętam to jak przez mgłę, to jest jedno z moich pierwszych wspomnień z dzieciństwa. Miałem około 5 lat, może mniej, byłem z mamą u sąsiadki, gdzie po raz pierwszy w życiu zobaczyłem pianino. »Oho! Będzie pianistą!«, śmiejąc się, mówiła sąsiadka, widząc z jaką pasją uderzam w klawisze. Na śmiechu się jednak skończyło. Nie pamiętam, czy byłem jeszcze kiedyś z mamą u tej sąsiadki. Pamiętam tylko, że którejś nocy śniło mi się, że gram na tym pianinie melodię. Moi rodzice nie byli muzykami, nie było w domu pianina. Nikt nie pomyślał, aby wysłać mnie na lekcje gry czy do szkoły muzycznej. Mama mówiła później, że nie byłem muzykalnym dzieckiem, wyobrażając sobie zapewne, że muzykalne dziecko powinno dużo i głośno śpiewać, a ja byłem bardzo cichym dzieckiem.

Mój talent do komponowania muzyki jest głęboko ukryty, nie ujawniał aż do czasów liceum.

Zainteresowałem się wtedy muzyką alternatywną, jak punk rock i thrash metal. Razem z dwoma starszymi braćmi założyliśmy zespół punkowy, w którym robiłem łomot na perkusji, bo trudno to było nazwać grą. Pewnego razu kolega z klasy liceum pożyczył mi kasetę Jimiego Hendrixa i to był przełom. Postanowiłem nauczyć się gry na gitarze. W tym czasie znowu zacząłem też słyszeć w głowie melodie, które próbowałem później zagrać, lecz wciąż czegoś mi brakowało […]. Pierwsze partytury z muzyką symfoniczną zacząłem zapisywać w roku 2000. Moje utwory symfoniczne nigdy nie były prezentowane. Znalezienie orkiestry, która zechce zagrać muzykę, kompletnie nieznanego kompozytora, samouka jest rzeczą raczej niemożliwą. Wiem, że obecne programy komputerowe potrafią bardzo skutecznie imitować brzmienia klasycznych instrumentów i wielu kompozytorów z tego korzysta, ja jednak uważam, że muzyka powinna być grana przez żywych muzyków. Moja muzyka opowiada o uczuciach i emocjach, które tylko drugi człowiek potrafi zrozumieć, dlatego nie zdecydowałem się na upublicznienie komputerowych wykonań swoich kompozycji. Aby znaleźć w końcu sposób na zaprezentowanie swojej muzyki szerszej publiczności, postanowiłem komponować utwory na fortepian solo. Łatwiej jest znaleźć jednego muzyka – pianistę, niż całą orkiestrę. Szczęście dopisało, spotkałem Elenę Mota García, która zgodziła się zagrać moje kompozycje. Biało-czarne klawisze pianina, przyciągające jak magnes, znowu wydadzą dźwięk”.



Źródło: Kujawsko-Pomorskie Centrum Kultury w Bydgoszczy

Kujawsko-Pomorskie Centrum Kultury w Bydgoszczy

Pl. Kościeleckich 6
85-033 Bydgoszcz
tel: 52 585 15 05