#Sztuki wizualne     

Wystawa „Opowieści strasznie piękne RYSZARDA BILANA. Grafika-Malarstwo-Rzeźba”

Data
15.12.2018 - 30.03.2019
Miejscowość
Muzeum Uniwersyteckie UMK - Toruń, pl. Rapackiego 1 / pokaż na mapie

Wernisaż: 14 grudnia 2018 r. o godz. 14.00 z udziałem Ryszarda Bilana z Paryża
Wystawa czynna: od 15 grudnia 2018 do 30 marca 2019

Kurator wystawy: Katarzyna Moskała, współpraca: Mirosław A. Supruniuk, Joanna Stycunów, Sylwia Ordon
Organizator: Biblioteka Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, Towarzystwo Przyjaciół Archiwum Emigracji
Oprawa graficzna wystawy: Hana Sierdzińska
Partner medialny: Miasteczko Poznań

Wystawa odbywa się pod patronatem „Europejskiego Roku Dziedzictwa Kulturowego, European Year of Cultural Heritage/EYCH.

Wszystkie prace pochodzą z kolekcji Muzeum Uniwersyteckiego w Toruniu i są darem Ryszarda Bilana dla Uniwersytetu Mikołaja Kopernika.

 

RYSZARD BILAN - urodził się w 1946 r. w Krakowie, z którym właściwie związany nie jest, bo rodzina Bilanów – zasymilowanych Żydów, którzy wraz z falą emigracji z Kresów Wschodnich, przemieścili się po wojnie na ziemie odzyskane – osiedliła się w Kłodzku. Tutaj Bilan spędził swoje „szorstko-kolorowe” lata dzieciństwa. Mając zaledwie 4 lata stracił kontakt z matką, której psychika obciążona tragicznymi skutkami Szoah nie udźwignęła codziennego życia, tym samym musiała spędzić resztę swojego życia w szpitalu psychiatrycznym. Miejsce matki zajęła opiekunka, która stała się jego macochą, i ojciec, który prowadził świetnie prosperujący zakład tapicerski, a w konsekwencji, dzięki dobrym zarobkom, także hulaszczy tryb życia, często nie trzeźwiejąc przez dłuższy czas.

Bilan wychowywał się sam. Czasem pomagał ojcu w pracowni, coraz rzadziej chodził do szkoły, spędzał czas na zabawie i niemal codziennych wypadach do kina. Uciekał z domu, podróżował samotnie – pieszo, czasem pociągiem „na gapę”, poznawał świat, ludzi, doświadczał, głodował, lecz miał w sobie dość siły, by nigdy nie przekroczyć granicy przyzwoitości. Po tym jak ojciec artysty trafił na stałe do szpitala z powodu ciężkiego ataku gruźlicy (na którą w konsekwencji zmarł), 14-letni Bilan znalazł się w domu dziecka, gdzie jego „wędrownicze” życie ustabilizowało się, a opiekunowie położyli nacisk na edukację. Dostrzeżono też wówczas jego budzący się talent artystyczny. Jako nastolatek podjął naukę w szkole zawodowej w Szczytnie, ucząc się obróbki szkła oraz kryształów. Tu poznał swego Mistrza Zbigniewa Horbowego, który uczył go rysunku i zachęcał do studiów plastycznych (w tamtym czasie bezskutecznie). Po otrzymaniu dyplomu szlifierza, został zatrudniony w hucie szkła. Zamieszkał w Domu Młodego Robotnika, gdzie ponownie musiał wykazać się siłą charakteru; odstawał od pijackiego towarzystwa robotników, nie pijąc, nie paląc i nie biorąc udziału w wulgarnych libacjach. Artysta często powtarza, że zawsze był odmieńcem.

Rok 1968 przekreślił jego plany na przyszłość związaną ze studiowaniem ekonomii. Po raz pierwszy doświadczył upokorzeń i prześladowań ze względu na swoje żydowskie korzenie. Mając 22 lata musiał podjąć decyzję – czy zostać w kraju i pozwolić na dalsze szykany i psychiczną przemoc, czy emigrować. Decydując się na opuszczenie Polski zmuszony został przyjąć paszport wyjazdowy i zgodzić się na utratę obywatelstwa. W 1969 r. z ówczesną dziewczyną wyjechali do Wiednia, a stamtąd do Izraela, gdzie mieli szansę na pomoc państwa. Los uśmiechnął się do Bilana, w Izraelu otrzymał mieszkanie i choć nie znał języka, rozpoczął studia z grafiki użytkowej na Bezalel Academy of Arts and Design w Jerozolimie. Po wojnie Jom Kippur (1974 r.), w której brał udział, otrzymał propozycję stypendium w Berlinie lub w Paryżu. Wybrał Paryż, w którym zamieszkał; rozpoczął też studia na politechnice, by polepszyć sytuację materialną. Równolegle pracował jako rysownik przy filmach animowanych, a także jako projektant w przemyśle szklarskim. W 1976 stworzył ilustracje do książki pt. Wielbłąd krótkowidz,, oraz do cyklu wierszy Andre Coryelle’a, projektował też okładki.

Sztuka nie dawała szansy na godziwe życie emigranta w Paryżu; otworzył firmę remontowo-budowlaną, pracując także jako technik przy budowie laboratoriów elektrotechnicznych. Kiedy przeszedł na emeryturę, zajął się wyłącznie sztuką.

Po wielu latach nieobecności, do Polski wrócił w 1986 r., trzy lata później zaczął pisać autobiografię pt. „Ejruw”, wydaną w Warszawie w 1995 roku w niewielkim nakładzie i praktycznie niedostępną. Ryszard Bilan jest laureatem wielu prestiżowych nagród – w 1971 r. otrzymał nagrodę Amerykańsko-Izraelskiej Fundacji Kulturalnej; w 1976 r. zdobył I nagrodę za twórczość graficzną w Orly we Francji; 1976 r. paryska galeria Du Haut-Pave przyznanała mu nagrodę honorową; w 1988 r. otrzymał pierwszą nagrodę za drzeworyty na konkursie w Elancourt we Francji; w 1991 r. uzyskał pierwszą nagrodę za twórczość graficzną od Miasta Łodzi. Działa Ryszarda Bilana wystawiane były na ponad 50 wystawach, w tym przeszło 30 indywidualnych i 20 zbiorowych m.in. we Francji, Izraelu, Polsce, Szwajcarii i USA. Wszystkie pokazywane na wystawie prace są darem artysty dla Muzeum Uniwersyteckiego w Toruniu.

 

O wystawie

„Opowieści strasznie piękne”, to wystawa prac graficznych i szkiców Ryszarda Bilana, artysty na stałe związanego z Paryżem i Izraelem, będącego jednak całą duszą i sercem Polakiem. Wystawa prezentuje kilkadziesiąt drzeworytów, monotypii, szkiców tuszem i rzeźb. Trzeba jednak pamiętać, że Bilan jest artystą niezwykle wszechstronnym, a prezentowane prace są jedną z wielu form jego ekspresji artystycznej; uprawia też malarstwo, rzeźbę, instalację i fotografię, pisze prozę i poezję. I, dodajmy, artysta z właściwą sobie łatwością wędruje między tymi dziedzinami sztuki – w pracach uwidacznia się wzajemne przenikanie form – wysublimowane z drzeworytów czy akwafort postaci zatapiają się lub rozpływają w gęstej, niezwykle barwnej materii malarskiej, materializują się w rzeźbach, które też nierzadko pokrywane są barwnymi akcentami, niejako zaczerpniętymi z płócien. Pierwsza z wystaw Ryszarda Bilana w Muzeum Uniwersyteckim w Toruniu to ekspozycja w całości czarno-biała, pokazująca nie tylko świetny warsztat artysty, ale przede wszystkim, odsłaniająca fantazję człowieka obdarzonego niecodzienną wrażliwością, artysty, który nie tylko nie wstydzi się zachować własnej dziecięcości, ale z troską i ogromnym pietyzmem pielęgnuje ją w sobie i z każdym kolejnym dziełem „pozbywa się swoich uniwersytetów”, czyniąc z tej unikatowej już dziś cechy swój znak rozpoznawczy.

Jednym z ważniejszych dziecięcych przeżyć i wspomnień Bilana był cyrk, którego magiczny świat obecny jest w jego pracach. Z bezkształtnych kropli tuszu rzuconych bez kontroli na papier tworzy mikroskopijne postaci, które rozrysowane stają się po części dziełem przypadku, a po części wizją artysty i wytworem jego fantazji. Fantasmagoryczne stwory zatrzymane w przestrzeni tworzą mikrokosmosy, a każdy z nich opowiada inną historię. Są to często opowieści wcale niezmyślone, a uchwycone czy zapamiętane przez artystę w jego dziecięcej wyobraźni, stale powracające w snach i we wspomnieniach dojrzałego już twórcy. Wpatrywanie się w prace Bilana nie wydaje się wystarczać, by zrozumieć dokąd prowadzi oglądającego. Szczęśliwie, malarz staje między widzem a dziełem i zdaje się podpowiadać. Tą podpowiedzią jest jego autobiografia, w której – co interesujące – autor opowiada o swoich losach w trzeciej osobie. Taki zabieg stylistyczny daje pewien bufor bezpieczeństwa – pozwala na pozostanie incognito dla czytelnika, ponadto sprawia, że autor może skutecznie kontrolować swoje emocje, pisząc o rzeczach czy wydarzeniach w jego życiu mających szczególne znaczenie – zwłaszcza tych negatywnych. Zabieg ten pozwala także na zachowanie dystansu do opisywanych historii oraz na pogłębienie perspektywy i oceny wydarzeń.

Bilan wspomina, że będąc dzieckiem najchętniej bawił się zepsutymi, mechanicznymi zabawkami, które starał się naprawić, lub układał klocki, karty, domino w dziwne dekoracyjne desenie, niekiedy rysował. Godzinami ślęczał pochłonięty tymi swoimi zajęciami. Spod jego ręki wychodziły dziwne stwory i postacie. Pytany o nie, milczał i niechętnie odpowiadał, zamknięty w sobie odwracał głowę, jakby bał się czegoś. A może coś chciał ukryć? Jakąś dziecięcą tajemnicę?

Tajemniczy świat z mrocznych baśni, wytworzony przez niezwykłą wyobraźnię/umysł dziecka był dla małego chłopca, pozbawionego sielankowego, bezpiecznego dzieciństwa ucieczką. Świat ten, wrósł tak głęboko w umysłowość ukształtowanego już twórcy, że nieustannie wraca, transponując przed widzem swoje artystyczne oblicze. Silne bodźce z lat dzieciństwa i młodości przetwarzane są stale przez umysł dojrzałego artysty, który wciąż jakby na nowo zmierza się z przeszłością, próbując znaleźć sens i oswoić dręczące go zmory, dybuki, chimery? Sytuacja ta jest siłą napędową dla malarza - ciągłe czerpanie z doświadczeń i emocji dzieciństwa stwarza poczucie bezpieczeństwa dla siedemdziesięciokilkuletniego już artysty. Pomimo trudnych przeżyć i niełatwych doświadczeń poczucie bezpieczeństwa jest jednak możliwe (sic!), ponieważ umysł odnosi się do tego, co już zna i w czym paradoksalnie najlepiej i najłatwiej się odnajduje. Freud nazwał te zjawiska mechanizmami obronnymi. W przypadku Bilana, sztuka odgrywa niepoślednią rolę i stanowi jeden z mechanizmów obronnych. Artysta zdaje sobie sprawę z tego faktu pisząc: „Ciągle zastanawiał się, jak przedstawić na białej powierzchni płótna to, co go dręczy i prześladuje, zawsze mówił – dla mnie artystyczne piękno jest brzydkie, a stary, koślawy, pomarszczony człowiek bardziej mnie interesuje niż najpiękniejsze kobiece bóstwo”. Czarno-białe prace Bilana nasuwają także na myśl misterne dzieła jubilerów, starannie formułujących ze złotych żyłek i nici kunsztowne precjoza sztuki zdobniczej. U Bilana zastępuje je gęsta konsystencja tuszu i kleistość farby drukarskiej oraz możliwości jakie daje akwaforta; stworzona sieć efemerycznych, bajkowych postaci zawieszonych w próżni, przywodzi na myśl koronkowe wzory biżuteryjnych sztukmistrzów, a jednocześnie nasuwa skojarzenia z poetycko-lirycznym komiksem.

Sztuka Bilana jest historią nawarstwiania się i przenikania kolejnych doświadczeń życiowych. Pod pozorem bajkowych, efemerycznych, przywodzących na myśl sztukę dziecka form i kształtów, artysta odkrywa przed widzem demony przeszłości - postaci, miejsca, wydarzenia, które wydrążyły w jego psychice korytarze labiryntów, dla podróżujących myśli stale przetwarzanych przez nowe doznania i doświadczanie życia. Zdaje się jakby każde nowe doświadczenie czy wizja artystyczna były filtrowane w umyśle artysty przez wewnętrzne dziecko, które jak gdyby „zarządza” jego procesem twórczym. Proces ten często wiąże się z oswajaniem trudnych przeżyć i emocji, a wraz z ich wydobyciem i przetransponowaniem na określone formy artystyczne, następuje moment oczyszczenia i pogodzenia się z wewnętrznymi niepokojami i lękami, które dzięki nadaniu im konkretnej wizualnej formy przestają mieć moc sprawczą. Owa warstwowość w formie pozwala artyście pełniej wyrazić wewnętrzna prawdę czy zwizualizować swoją energię artystyczną. W wielu pracach Bilan eksperymentuje z technikami graficznymi – na monotypie nakłada kolejne warstwy tuszu i farby drukarskiej, by na koniec procesu odbić na niej jeszcze jeden z drzeworytów. Artysta podkreśla, iż w procesie twórczym zdaje się na przypadek, a następnie wykorzystuje go, podporządkowując to, co samo zaistniało, swojej wizji. Nie jest to jednak możliwe bez samoistnego wprowadzenia się w stan, który określilibyśmy, jako pewnego rodzaju trans psychiczny – stan artystycznego podniecenia, umożliwiającego spontaniczność malowania szybko i w odpowiednim momencie. Każdy jego obraz czy rysunek jest dziełem ułamka sekundy, decydującego o powodzeniu lub porażce. Aby jeszcze bardziej spotęgować ten proces, ucieka się do rysowania lewą ręką, która nie jest tak wprawiona w oddawaniu realistycznych kształtów jak prawa. Tak powstał cykl prac chronologicznie najwcześniejszych na prezentowanej wystawie, przedstawiający Zagłębie (Śląskie). Użycie wielu technik spotęgowało efekt ciężkości, smogu, brudu powietrza wypełniającego węglowe miasta Śląska. Cykl ten oraz znakomita większość drzeworytów jest także efektem jego dziecięcej fascynacji koleją. Jako mały chłopiec wstawał wcześnie rano by oglądać i podziwiać lokomotywę i ciągnące się ospale po szynach wagony załadowane węglem i koksem. Pociąg towarowy przyjeżdżał z pobliskiej kopalni. Przylepiając nos do szyby marzył, aby kiedyś „jak będzie duży”, zostać maszynistą i nocami śnił o manipulowaniu zaworami i korbami maszyny parowej, a niekiedy nawet gwizdał przez sen budząc rodziców.

Jakże dalekie są te prace od lekkich eterycznych i „światłoczułych” prac Józefa Gielniaka, którego wizję pozornie przypominają. Równie odrębna i trudna do powiązania z jakimikolwiek antenatami jest cała sztuka graficzna Bilana. Dotyczy to w szczególności drzeworytów, które są niemalże sterylne, nie pozostawiające śladów warsztatowych – tak przecież charakterystycznych dla tej techniki, są doskonale czytelne, wyraźnie minimalistyczne – by nie powiedzieć ascetyczne – i pozornie pozbawione narracji. Ale ona tkwi tuż pod powłoką czerni. Artysta zręcznie operuje groteską oswajając tym samym swoje demony. Jest w tym emocjonalnie bliski twórczości japońskiego grafika Munakata Shikō, którego notabene podziwia. Groteska obnaża lęk egzystencjalny przejawiający się w humorystycznych czy dziwacznych postaciach będących przedstawicielami jakiejś komicznej dezorientacji. Prace te są niczym „stop-klatki” zapamiętanej niegdyś ulicy, podwórka czy stacji kolejowej, które wydobyte z pamięci, zniekształcone traumatycznie lub absurdalnie przez psychikę artysty, transponują w upiorny zastój drzeworytniczych odbitek. Cykl ten jest czymś w rodzaju tragicznego teatru z aktorami akrobatycznie niezręcznymi i obdarzonymi genialną głupotą, która charakteryzuje ich postępowanie we współczesnym świecie a zwłaszcza ich nieprzystosowanie do niego. Bilan jest w swojej sztuce prawdziwy i jako człowiek, i jako artysta. Sam powtarza, że bycie artystą polega na stałym odradzaniu się na nowo. Należy do tego pokolenia twórców, których sztuka nie wymaga doszukiwania się kontekstu z twórcą, bo jest z nim tożsama; to sztuka mówiąca o człowieku, o sposobie widzenia świata tego, który ją stworzył, w odróżnieniu od artystów rozmaitych nurtów, których sztuka nie funkcjonuje bez autokomentarza, stając się niezrozumiałą, pozbawioną siły „mówienia”, a w konsekwencji – bezużyteczną.

Wydawać by się mogło, że w świecie wszechobecnych mediów cyfrowych taka tradycyjna sztuka nie jest już „modna”, bo przecież drzeworyt czy akwaforta są już niezwykle rzadko uprawianymi dyscyplinami. Obcowanie z drzeworytami Bilana pokazuje wszelako, jak bardzo jest ona niezbędna dla pewnej równowagi, bo otoczeni nowoczesnymi technologami i zwykle niejasną, skomplikowaną technicznie i tematycznie sztuką współczesną, podświadomie tęsknimy za dziełami, które wyszły spod ręki artysty i mają wszelkie znamiona warsztatowe, właściwe konkretnemu twórcy. Tęsknimy też za doświadczaniem prawdy o drugim człowieku, prawdy, którą jest w stanie uchwycić tylko ktoś o nieprzeciętnej wrażliwości, spostrzegawczości i świadomości. Wszystkie te cechy odnajdziemy w prezentowanych na wystawie pracach Ryszarda Bilana.

 

bilan_b


Źródło: Biblioteka Uniwersytecka

Wybrane propozycje organizatora

Toruń / dzisiaj - 31.03.2019 Biblioteka Uniwersytecka"WCZORAJ I DZIŚ" Malarstwo i grafika BOGDANA PRZYBYLIŃSKIEGO
Toruń / dzisiaj (wydarzenie stałe) Muzeum UniwersyteckieSkarby Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. Nowa odsłona