#Sztuki wizualne     

Wystawa kartek pocztowych „RETRO AMOR”

Data
21.05.2020 - 30.06.2020
Miejscowość
Muzeum Ziemi Krajeńskiej - Nakło, Pocztowa 14 / pokaż na mapie
Przepraszamy, niektóre wpisy na naszym portalu mogą być nieaktualne. Z uwagi na zagrożenie związane z ryzykiem zachorowania na COVID-19, w trosce o zdrowie uczestników, organizatorzy odwołują niektóre wydarzenia, zwłaszcza z udziałem osób z grupy ryzyka (osoby starsze i przewlekle chore). Prosimy o weryfikację informacji bezpośrednio u organizatorów.

Wystawę Retro Amor otwieramy w walentynki 2020 roku. Prezentujemy na niej karty pocztowe – jeden z efektów ewoluowania sposobów prowadzenia korespondencji. Kto wie? Być może w początkach funkcjonowania pocztówek reakcja na taką formę wyznawania miłości była uznawana za bezduszną, podobnie jak dziś utyskuje się na życzenia przesyłane smsami? Wszak karty stopniowo stały się towarem masowym, a ich wydawcy z radością liczyli zyski. Takie głosy słyszymy także dziś gdy zbliża się 14 lutego. Niegdyś do świętego Walentego uciekali się w modlitwach chorzy umysłowo, nerwowo i epileptycy, dziś uważa się go wyłącznie za patrona zakochanych. Rokrocznie słychać głosy, że jest to święto komercyjne, a co gorsza niepolskie, bo po transformacji ustrojowej przywędrowało do nas ze Stanów Zjednoczonych. Narzekania te podsycają także handlowcy, którzy serwują nam walentynki tuż po Bożym Narodzeniu. Faktem jest, że wrosło w naszą kulturę tak mocno, że trudno jest sobie wyobrazić luty bez wszechobecnych serduszek.

Prezentowana wystawa, z jednej strony, przybliża nam w jaki sposób wyznawano miłość ponad sto lat temu, z drugiej pozwala „wejść” w intymne relacje między dwojgiem ludzi, które wówczas były zastrzeżone dla osób postronnych. Można także poddać się refleksji na temat zmian estetyki w okresie minionego stulecia.

Retro Amor, czyli miłość i seks naszych pradziadków.

 

Miłość – nie ma chyba człowieka, który nie marzyłby aby przynajmniej raz w życiu pokochać i być kochanym. Nie wyobrażamy sobie, aby w tej kwestii ktokolwiek miał decydować za nas. Również wybierając przyszłego męża (lub przyszłą żonę) większość par deklaruje, iż kierowało się wyłącznie głosem serca. Nasi pradziadkowie na obecny stan rzeczy w najlepszym razie patrzyliby z niedowierzaniem. Owszem, im również przytrafiały się miłosne uniesienia, ale nieczęsto wiązały się one z małżeńskim stadłem…

Zacznijmy od tego jak poznać swoją drugą połowę. W XIX stuleciu słowem, które budziło grozę i krępowało wszelką swobodę był „konwenans”. Zastanawianie się co wypada, a czego nie wypada i w jakim towarzystwie, nie jedną osobę doprowadzało do rozpaczy. Złamanie konwenansów groziło obmową, utratą reputacji a ta, zwłaszcza dla panien na wydaniu, była kluczowa, jeśli nie chciały skończyć w staropanieństwie. Im wyżej stało się w hierarchii społecznej, tym sztywniejszy gorset norm i zakazów trzeba było znosić. Panna z dobrego domu nie miała własnego życia towarzyskiego. Gdziekolwiek by się udała, pilnowali jej rodzice, przyzwoitka lub starsza, już zamężna, siostra. Nie było mowy aby pozostała sam na sam z mężczyzną, nawet jeśli w pokoju obok siedziała jej matka lub inne osoby. Nie mogła sama chodzić do teatru, na spacer czy do kawiarni. Ba, jeśli podczas przechadzki upadła jej chusteczka, czy inny przedmiot, obcy mężczyzna nie miał prawa ich podnieść, bo już narażał pannę na plotki dając pozór zażyłości i nic tu nie pomagał fakt, iż rzecz działa się w miejscu publicznym i przy świadkach. Złe języki starych plotkarek potrafiły zrujnować życie.

Jak więc można było w ogóle kogoś poznać? Arystokracji pozostawał karnawał i bale oraz liczne uroczystości rodzinne, na które spraszano również mieszkańców sąsiednich pałaców i dworów. Jedną z niewielu okazji by panna i kawaler mogli przynajmniej podać sobie dłonie był taniec. Problem polegał na tym, że mężczyźnie nie wolno było poprosić do tańca kobiety której mu wcześniej oficjalnie nie przedstawiono. Tak więc w praktyce nie mógł poznać nikogo nowego, bo nie wypadało do nieznanej panny nawet podejść. Słowem kwadratura koła. Znaleziono na to jednak sposób. Wodzirejowi wolno było prezentować czyli przedstawiać swobodnie, wedle uznania. Wystarczyło wkraść się w jego łaski. A więc taniec, i co dalej? Przy odrobinie szczęścia, jeśli kawaler rodzicom panny przypadł do gustu, zapraszano go na herbatę czy obiad. Kilka takich okazji i można się było oświadczać.
To, iż młodzi byli „po słowie” nie oznaczało dla nich dużo większej swobody. Nadal spotkania odbywały się pod czujnym okiem mamusi czy jakiejś starej ciotki. Wolno było za to korespondować, choć panna musiała się liczy z rodzicielską cenzurą i tym, że w każdej chwili będzie musiała listy okazać.

A co z seksem? W końcu to naturalna potrzeba człowieka. Kobieta, zwłaszcza z wyższych sfer, musiała być w dniu ślubu dziewicą. Mężczyzna za to powinien mieć doświadczenie. Skoro nie mógł go zdobyć z własną narzeczoną starał się o nie w najbardziej dostępny sposób czyli w domu publicznym. Uważano, iż panom dla zdrowia potrzebny jest seks, panie mogą z powodzeniem żyć we wstrzemięźliwości, co ciekawe również po ślubie. Żona miała być wierna, od czasu do czasu urodzić zdrowe dziecko i oczywiście powinna być  ślepa na zdrady partnera, absolutnie nie miała prawa skarżyć się na niewierność współmałżonka. Wystarczy jako przykład przytoczyć znaną z kart literatury Annę Kareninę. Gdy zdrady dopuścił się  brat głównej bohaterki, wszyscy oczekiwali od jego żony iż mu wybaczy i potulnie będzie grała rolę wzorowej pani domu. Kiedy zdradza Anna świat obwołuje ją kobietą upadłą.
Oczywiście, że panie też zdradzały, ale w przeciwieństwie do swych mężów nie miały prawa się do tego przyznawać.

Nieco inaczej kontakty damsko męskie przebiegały w niższych warstwach społecznych.  U mieszczan aspirujących do wyższych kręgów, zasady były równie surowe, ale średnio zamożni nie popadali już w taką przesadę. Ich córki uczęszczały na  spotkania różnych organizacji, do których wypadało należeć. A więc były przedstawienia charytatywne, w których można było zabłysnąć, popisy gimnastyczne miejscowego koła „Sokoła” czy odczyty i deklamacje w „Czytelni ludowej”, zatem dużo łatwiej było młodzieży przebywać ze sobą i nawiązywać kontakty. Kiedy już jednak przychodziło do małżeństwa decydowały względy ekonomiczne. One determinowały związki również wśród najuboższych warstw. Każdy pilnował swego miejsca w hierarchii społecznej. Komornik nie mógł marzyć o córce morgowego gospodarza.

Mezalianse  zdarzały się na łamach poczytnych romansów,  w prawdziwym życiu unikano ich jak ognia. Taki stan rzeczy utrzymał się de facto do wybuchu I Wojny Światowej. Choć już pod koniec XIX wieku sufrażystki nawoływały do emancypacji kobiet, to dopiero katastrofa wielkiej wojny przyniosła zmiany w życiu społecznym. Panie zmuszone okolicznościami do podjęcia prac wcześniej zarezerwowanych dla mężczyzn  przekonały się, iż z powodzeniem dają sobie radę i za kółkiem automobilu i na linii produkcyjnej w wielkiej fabryce. Nie są słabsze czy gorsze, i o zgrozo, uznały, że mają prawo nie tylko  decydowania o sobie, ale i do cieszenia się seksem.

Lata 20-te i 30-te XX w. były czasem przedziwnym. Dużo łatwiej było poznać kogoś nowego i to coraz częściej panie wychodziły z inicjatywą. Nikt nie uważał, że dziewictwo jest kobiecie do czegokolwiek potrzebne, ba zaczęto uważać, że „hodowanie cnoty” jest oznaką braku powodzenia czy nieudolności. Życie nocne kwitło, kabarety, teatrzyki, dancingi były znakomitą scenerią do flirtów i czegoś więcej.

To jeden biegun. Drugi to oficjalna postawa władz Rzeczypospolitej. Wpływ na nią miały silne kręgi konserwatywne i kościelne. Rezultatem było przeforsowanie nowego kodeksu karnego w 1932  roku. I tak artykuł 214 przewidywał za rozpowszechnianie, a nawet przechowywanie treści nieprzyzwoitych (pornograficznych) karę dwóch lat pozbawienia wolności. Ciekawostką jest fakt, że za wywołanie katastrofy komunikacyjnej kara była zdecydowanie niższa. Co więcej, definicja treści nieprzyzwoitych była tak niejasna, że nawet Henryk Sienkiewicz został uznany za autora pornograficznego, a jego Quo Vadis wylądowało na indeksie ksiąg niestosownych dla młodzieży. Istniała także cenzura. Już w 1919 r. Józef Piłsudski powołał Wydział Prasowy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, który zajmował się kontrolą prasy, wydawnictw i filmów.  Zwłaszcza te ostatnie cierpiały na skutek ingerencji nożyczek cenzora – z półtora godzinnego obrazu w kinie  nie raz można było zobaczyć zaledwie około 40 minut. Satyrycy kpili, że bilety powinny być za pół ceny skoro i seans połowiczny. Jeśli pokazywano jakąkolwiek sugestię dotyczącą seksu, to tylko w celu napiętnowania lub innym wysoce umoralniającym.

Jedynym medium które ważyło się na pokazywanie treści erotycznych i pornograficznych były pocztówki. Większość z nich była sprowadzana pokątnie z zagranicy, sprzedawana spod lady i pokazywana tylko najbardziej zaufanym znajomym. Zdarzały się i rodzime, amatorskie produkcje, zwłaszcza, że upowszechniły się aparaty fotograficzne, nie mniej trzeba się było pilnować bo zawsze wisiała nad twórcą groźba policyjnego nalotu i wizyty w prokuraturze, nawet jeśli modelka była pełnoletnia a rzecz cała odbywała się za obopólną zgodą. Jedyna dopuszczalna nagość to ta w muzeach i kościołach – jeśli bowiem malujesz nagą Artemidę lub kuszoną Ewę czy pokutującą Marię Magdalenę to jesteś artystą, pokaż na obrazie kształtne pośladki Marysi ze straganu z warzywami jesteś zboczeńcem.

Ot ciekawe czasy. Wszyscy TO robili ale nikt nie mógł się do TEGO przyznać, a  Polska żyła w surowo bronionej cnocie.


Źródło: Muzeum Ziemi Krajeńskiej