#Literatura     #Sztuki wizualne     

Spotkanie poetyckie i promocja książki z okazji jubileuszu 40-lecia pracy twórczej Wiesława Trzeciakowskiego. „Z dwóch stron” – otwarcie wystawa obrazów Władysława Frydrycha (1900 – 1972)

Data
17.05.2018 18:00wstęp wolny
Miejscowość
Galeria Autorska - Bydgoszcz, Chocimska 5 / pokaż na mapie

17.05.2018, godz. 18.00 – „Cały mój człowiek” – spotkanie poetyckie i promocja książki z okazji jubileuszu 40-lecia pracy twórczej Wiesława Trzeciakowskiego z udziałem: Wojciecha Banacha, Mieczysława Franaszka, Grzegorza J. Grzmot-Bilskiego, Jarosława Jakubowskiego, Jana Kaji, ks. Franciszka Kameckiego, Krzysztofa Kuczkowskiego, Macieja Krzyżana, Zdzisława Prussa, Marka Kazimierza Siwca, ks. Jana Sochonia, Jacka Solińskiego i Marka Szulakiewicza; czytanie tekstów – autor, Mieczysław Franaszek i Roma Warmus.

Wiesław Trzeciakowski (ur. 1950 w Bydgoszczy). Poeta, prozaik, eseista, tłumacz niemieckiej poezji i eseistyki, krytyk literacki (literatura polska i niemieckojęzyczna XIX w.), badacz historii Bydgoszczy w latach 1939-1945.  Laureat głównej nagrody XII Ogólnopolskiego Festiwalu Poezji w Łodzi (1978) za książkowy debiut poetycki (Chłopiec z różą, Łódź 1979). Laureat XII Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. W. Broniewskiego w Płocku (2000 r., II nagroda) oraz honorowej nagrody “Białego Pióra” (Warszawa – Płock, za rok 2000) im. D. Stolarskiego za humanistyczne wartości  w literaturze. Laureat II nagrody w kategorii “esej” w V edycji Ogólnopolskiego Konkursu Małych Form Literackich im. S. Żeromskiego (Lublin - Nałęczów 2006 r.). Stały współpracownik miesięcznika  Przegląd Artystyczno-Literacki (PAL, Toruń) w latach 1997 – 2001 (red. naczelny prof. Lech Witkowski). Od stycznia 2003 do lipca 2005 roku redaktor naczelny Kwartalnika Akademickiego (wyd: Akademia Bydgoska, obecnie Uniwersytet Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy). Członek Internationale Novalis Gesellschaft (Niemcy). W 2012 roku (XII edycja) nagroda  Marszałka Województwa Kujawsko-Pomorskiego w Toruniu za fundamentalną dla historii Bydgoszczy książkę Śmierć w Bydgoszczy 1939-1945 (1 wyd., 2011 r., 2 wydanie poszerz. 2012, 3 wydanie poszerz. 2013). W listopadzie 2015 roku (XXXIV Tydzień Kultury Chrześcijańskiej w Bydgoszczy) otrzymał z rąk ks. biskupa dra Jana Tyrawy (ordynariusz Diecezji Bydgoskiej) medal-statuetkę laureata w kategorii "Twórca" za twórczy wkład do kultury chrześcijańskiej. Wydał do tej pory jako autor  i współautor 31 książek. Autor kilkuset publikacji prasowych (eseje, przekłady, wiersze, opowiadania, artykuły naukowe z historii, literatury i filozofii, recenzje) czasopismach polskich jak: Odra (Wrocław), Dekada Literacka (Kraków), Teksty Drugie (IBL PAN Warszawa), Topos (Sopot), Przegląd Artystyczno-Literacki (Toruń), Kwartalnik Artystyczny (Bydgoszcz), Hybryda (Kraków).

 

(…) „Poeta odczytuje kulturę jako wielką opowieść o człowieku. To on jest w centrum uwagi – od antyku aż do czasów współczesnych. Najpełniejszy wyraz ten antropocentryzm znalazł w chrześcijaństwie. Powiedzmy to wyraźnie – nawet jeśli Trzeciakowski nie jest poetą religijnym, to z pewnością często nim bywa. Religijnym, a ściślej – katolickim, bo w kręgu katolickich dogmatów rozgrywa on swój dramat człowieka wierzącego, a jednocześnie uwikłanego w sprawy światowe. Na pierwszym miejscu stawia poeta Chrystusa, niejednokrotnie zwracając się do Niego wprost, jak do mistrza i jedynego pocieszyciela w najtrudniejszych chwilach życia. Zawołanie „Ty jeden jesteś światła/ Nieprzemijaniem!” z wiersza „Blaski” jest gestem jednoznacznym i w jakiś sposób dziś radykalnym. Oznacza bowiem pełne zawierzenie w Chrystusową opiekę, pełne oddanie się na służbę wyszydzonemu przez nowoczesny świat Królowi Żydowskiemu” (…)

Jarosław Jakubowski

 

Kilka słów na moje 40lecie pracy literackiej

     Do literatury polskiej wszedłem nieoczekiwanie w 1978 roku, kiedy zostałem głównym laureatem konkursu na najlepszy książkowy debiut poetycki, podczas XII Ogólnopolskiego Festiwalu Poezji w Łodzi. To było w tamtym czasie jedno z najważniejszych wydarzeń literackich w Polsce. Wybrano mój skromny tomik miniatur poetyckich Chłopiec z różą (na 113 tomików  z Polski), który ukazał się w 1979 roku (Wyd. Łódzkie), w nakładzie 2.000 egzemplarzy. Otrzymałem nagrodę finansową, chyba w wysokości dwóch ówczesnych pensji. A po ukazaniu się tomiku w 1979 r., też w ramach nagrody, wydawnictwo wypłaciło mi honorarium. Ówczesne jury składające się z wybitnych postaci polskiej literatury podjęło taką decyzję, która pozwoliła mi uważać się za poetę.

     Może warto dodać - wyłącznie jako fakt -  że laureatami tego Festiwalu (wcześniej Łódzkiej Wiosny Poetyckiej) byli m.in. Tadeusz Nowak, Zbigniew Herbert, Wisława Szymborska. Poznałem wówczas osobiście w Łodzi m.in. Tadeusza Nowaka z Krakowa, wybitnego prozaika i poetę, autora słynnego w latach 80tych XX w. poetyckiego tekstu Ta nasza młodość, który, jako pieśń z muzyką Zygmunta Koniecznego, stał się legendą Piwnicy pod Baranami w Krakowie, szczególnie w genialnym wykonaniu Haliny Wyrodek.

      Poznałem także Henryka Czarneckiego, cenionego wówczas łódzkiego scenarzysty telewizyjnego, autora znanego serialu Daleko od szosy. Kochany człowiek! To była połowa maja 1978 roku, pojechałem do Łodzi w cienkiej koszuli, a w nocy  nagle wróciła zima, na ulicach leżał śnieg! Pan Henryk podszedł do mnie w hotelu, widząc jak się trzęsę z zimna, i pyta, czy mam coś więcej niż ta koszula. Wyglądało to dramatycznie, więc on pojechał autem do swego domu, przywiózł mi kożuszek bez rękawów, jaki noszą na planie ludzie filmu. Dzięki temu przetrwałem 3 zimne dni w Łodzi, a potem w Sieradzu. Kożuszek oczywiście wrócił do niego pocztą, wysłany z Bydgoszczy przez moją Mamę.

     Podobnie sympatycznym człowiekiem był łódzki poeta i prezes tamtejszych literatów Jan Huszcza, przyjaciel Jarosława Iwaszkiewicza, przewodniczący jury tego Festiwalu. Dzięki łódzkiemu konkursowi poznałem później najbardziej znanego i wpływowego wówczas krytyka literackiego Artura Sandauera, profesora Uniwersytetu Warszawskiego, prowadziłem z nim nawet okazjonalną korespondencję. Mimo surowości jego poglądów okazywał mi szacunek i sympatię. Mam w moim domowym archiwum trochę kartek pocztowych i kilka listów od niego. Z takich znajomości trudno nie być dumnym. To ważne jak znaki i drogowskazy, jakich ludzi się spotyka na drodze życia.

     Ale to był początek, do tego niełatwy, mimo łódzkiego sukcesu. Długa i kamienista droga, ogrom pracy intelektualnej, dużo zniechęceń, obojętności lub wrogości różnych ówczesnych środowisk literackich, samotności, niepewności, czy to, co piszę, ma wartość. Tak zwykle bywa w życiu pisarza, który nie tylko sam pisze, ale jest także czytelnikiem cudzych książek i biografii, najchętniej przebywa intelektualnie i emocjonalnie w kręgu swoich ulubionych utworów i dzieł sztuki od starożytności po współczesność. Platon, poeci greccy okresów klasycznego i hellenistycznego, poeci i retorzy rzymscy, dni spędzone nad „O kształceniu mówcy” Kwintyliana, nad Tacytem, Seneką, Liwiuszem, ukochane pisma Św. Augustyna, tak ważne dla mnie po moim nawróceniu w 1977 roku, kilka lat ślęczenia nad kulturą i literaturą średniowiecza, studia nad manicheizmem i gnozą, czytany w oryginale i tłumaczony na mój użytek Novalis (w 2001 r. ukazały się Hymny do Nocy w moim przekładzie) i wczesny romantyzm niemiecki, dwie podróże śladami Novalisa w Niemczech (1996, 2005), wieloletnia praca nad biografią i utworami Novalisa, potem pojawił się w moim życiu literackim Georg Trakl, jako boczna droga zainteresowań Novalisem, i tak dalej, i tak dalej, krok po kroku, jak to wszystko się ze sobą wiąże! Nie ma przypadków.

      Czasami jedno zdanie człowieka, którego spotkałem, lub przeczytałem, miało dla mnie ogromne znaczenie, było odkryciem, wskazówką, błyskiem światła.

      Wspomniany już Artur Sandauer namawiał mnie nie tylko do pisania wierszy, ale radził mi zająć się poważnie krytyką literacką, kiedy w 1984 roku (o ile dobrze pamiętam) ukazała się moja recenzja jego opowiadań w Polityce (Warszawa), a to było w tamtych czasach jedno z najbardziej opiniotwórczych i prestiżowych czasopism w Polsce. Po spotkaniu w Bydgoszczy (w Klubie Międzynarodowej Książki i Prasy, gdzie Sandauer miał wieczór autorski) pojechaliśmy na kolację w małym gronie osób, do restauracji „Michał” na Błoniu. Tam powiedział do mnie tak: „Niech pan się zajmuje tylko wybitnymi zjawiskami,  widzi pan, jak czas szybko płynie, szkoda czasu na rzeczy pozbawione wartości, nie warto o nich pisać, nawet źle, bo to też może być dla kogoś wyróżnienie, rozumie pan?”. I tej wskazówki trzymałem się od tamtej pory przez wszystkie lata.

      Ale najważniejsze dla mnie od początku dojrzałej twórczości, tj. od 1978 roku, było chrześcijaństwo, jako moja religia i osobista historia, ono przewartościowało mnie całkowicie po moim nawróceniu (1977 r.),  miało też decydujący wpływ na całą twórczość. Po 40 latach pracy intelektualnej i duchowej jestem w takim miejscu, z którego „człowiek widzący” wie, że literatura nie jest z tego świata, w sensie źródła (Słowo, Duch) oraz zadania.  Dlatego nie akceptuję  światopoglądowego materializmu, ani ateizmu, ani ich tragicznej dla ludzkości konsekwencji, tzn. relatywizmu moralnego.

Wiesław Trzeciakowski

2018 r.

 

 

17.05.2018, godz. 18.00 – „Z dwóch stron” – otwarcie  wystawa obrazów Władysława Frydrycha (1900 – 1972) z kolekcji Pawła Łukowicza.

Władysław  Leopold  Frydrych (1900 – 1972) art. malarz, pedagog, projektant i  działacz społeczny.  W 1930 r. Uniwersytecie Warszawskim uzyskał dyplom nauczyciela szkół średnich. Talent malarski W. Frydrycha zdecydował o wyborze podstawowych przedmiotów nauczania - rysunku i robót ręcznych. Wszystkie późniejsze kursy i studia związane były z tym wyborem: wyższy kurs nauczycielski przy Państwowym Instytucie Robót Ręcznych w Warszawie (1926), dwuletnie studia w tym Instytucie (1927-1929) w klasie prof. Wacława Borowskiego i prof. Władysława Skoczylasa oraz Prywatny Instytut Sztuk Plastycznych prof. Stanisława Rzeckiego w Warszawie (1928). Studia łączył z pracą w szkolnictwie średnim .W styczniu 1934 r. podjął pracę w PSNM w Bydgoszczy, a w 1938 r. w I Państwowym Gimnazjum i Liceum w Bydgoszczy. Jeszcze pracując w Wolsztynie, od 1932 roku wystawiał swoje prace na dorocznych wystawach Grupy Pomorskich Artystów Plastyków w Bydgoszczy i później każdego następnego roku, aż do wybuchu II wojny światowej. Tuż przed wkroczeniem Niemców do Bydgoszczy, 1 września 1939 r. W. Frydrych wyjechał z rodziną z miasta zostawiając w nim cały dorobek, w tym około 80 obrazów, które nigdy nie zostały odnalezione.  Okupację spędził w Wieliczce, przyjmując wszystkie nadarzające się zajęcia, by znaleźć środki na utrzymanie: konserwatora obrazów w miejscowym kościele, pracę stróża nocnego w składzie węgla, nauczyciela reklamy w szkole handlowej w Wieliczce. Za tajne nauczanie został aresztowany i osadzony w więzieniu na Montelupich w Krakowie w styczniu 1944 r. Po zwolnieniu do końca okupacji pracował jako robotnik w składzie soli na dworcu kolejowym w Wieliczce.  Po wyzwoleniu 1945 r. został członkiem Związku Polskich Artystów Plastyków w Krakowie. Wkrótce powrócił do Bydgoszczy. W latach 1945-1966 pracował w I Liceum im. L. Waryńskiego jako nauczyciel rysunku i wychowania technicznego, ciesząc się dużym szacunkiem i sympatią uczniów (przeszedł na emeryturę w 1960 r. nauczanie kontynuował do 1966r.). W szkolnictwie przepracował 45 lat, z tego około 27 lat w Bydgoszczy. Pełnił szereg funkcji w bydgoskim ZPAP, w Towarzystwie Przyjaciół Sztuki oraz w Kujawsko-Pomorskim Towarzystwie Kulturalnym. Uczestniczył w wielu ogólnopolskich i zagranicznych wystawach. Ulubionymi tematami prac lat 40. i 50. była Wenecja Bydgoska, fara, spichrze nad Brdą, a także pejzaże okolic Bydgoszczy. W latach 60. dominowały prace przywożone z Bułgarii, Jugosławii i Włoch. Zmarł w Bydgoszczy, gdzie został pochowany na cmentarzu Nowofarnym. Na pośmiertnej wystawie artysty zorganizowanej w 1974 r. zgromadzono przeszło sto prac, głównie obrazów olejnych i akwarel.  W uznaniu zasług otrzymał od władz miasta honorową odznakę „Bydgoszcz Zasłużonemu Obywatelowi”, a także został patronem jednej z ulic osiedla Przylesie w Fordonie. Figuruje w wirtualnej „Bydgoskiej Alei Zasłużonych”.

 

*     *    *

(…) można stwierdzić z całym poczuciem odpowiedzialności, że zwłaszcza w dziedzinie akwareli – Frydrych zdecydowanie przewyższa wszystko to, do czego przyzwyczaili nas malarze regionu. Niezwykła czystość i subtelność koloru daje silne i przekonywujące efekty. Jeśli chodzi o fakturę, nagina ją wprawdzie do praw koloru, niemniej jednak zachowuje rysunek jasny i wyraźny. Rozumie pejzaż i dlatego nie znosi łatwizn kompozycyjnych. (…) Na Bydgoszcz potrafił spojrzeć zupełnie inaczej, niż dotąd to robiono. I dlatego wydobył z niej całkowicie nowy wyraz plastyczny. (…)

Reprezentuje malarstwo na wskroś uczciwe, o imponującej czystości koloru i niezwykle ciekawej fakturze. Zaawansowany technicznie akwarelista, szczególnie rozumie pejzaż i umie go oddać wszystkimi środkami.

                                                                                                                                              Henryk Kuminek, 1936

 

 (…) Nie tylko sam temat w postaci np. swoistej architektury, decyduje o atrakcyjności prac artysty plastyka, którego działalność obserwujemy na przestrzeni wielu lat. Pozostając jak najściślej na gruncie realizmu Władysław Frydrych daje pejzaże, których urok wspiera troska o najwłaściwszą kompozycję i piękno gamy kolorystycznej. (…,)

                                                                                                                                             Jan Piechocki, 1963

 

Był artystą, którego cała prawie twórczość – choć nie zawsze tematycznie – wiązała się z kilkudziesięcioletnim pobytem w Bydgoszczy. (…) Jest to sztuka osadzona głęboko w tradycjach europejskich i polskiego malarstwa, które Frydrych znał doskonale i które wchłonął bez reszty. (…)

Zdzisław Polsakiewicz, 1972

 

Władysław Frydrych to był mój ukochany profesor rysunku w I LO (matura 1969 r.), wyróżniał się zawsze niesłychaną kulturą, wrażliwością, męskim urokiem, pięknie mówił, co u artysty plastyka jest rzadkie. Pamiętam do dziś nawet jego sposób ubierania się, kolory, pulowerki bez rękawów, które bardzo lubił pod marynarką. (-) Zawsze wydawał mi się człowiekiem z innego świata, z taką przedwojenną klasą, jak na filmach z tamtej epoki. Nawet jego uroda pasowała do ówczesnych twarzy. (-) Widzę nawet dziś, jak chodzi po klasie, słyszę jak opowiada, bo robił to pięknie, miał dar mówienia i skupiania uwagi na sobie. Był bardzo lubiany, bo w odróżnieniu od części nauczycieli, był bezpośredni, sympatyczny, po prostu artysta i kawał człowieka. To się czuło i to pamiętam.

Wiesław Trzeciakowski

 

2018-05-17-W.Trzeciakowski

 

 


Źródło: Galeria Autorska