WIEŚCI Z DWORU W KŁÓBCE, KTÓRY PACHNIE ŚWIĄTECZNYMI PIERNIKAMI

W dawnej Polsce panowało przekonanie, że przed Bożym Narodzeniem, w adwencie ziemia jest uśpiona i nie wolno jej budzić, czyli pracować w polu i ogrodzie. Tak jak cała przyroda, ludzie wyciszali się, uspokajali, by przygotowania do świąt nabrały głębokiego, duchowego wymiaru. W czterotygodniowym adwencie cichły bale i zabawy, nie słuchano skocznej muzyki i przede wszystkim poszczono. Rankiem, tuż przed wschodem słońca, w kościołach odprawiano roraty — nabożeństwa ku czci Maryi, których nazwa pochodzi od słów pieśni w j. łacińskim „Rorate caeli desupter” (Spuście rosę niebiosa). Wczesna pora Mszy św. roratniej świadczyła o nieustannym czuwaniu, by nie przegapić momentu przyjścia na świat Dzieciątka Bożego. Dla mieszkańców dworów to wewnętrzne wyciszenie i duchowe nastawienie na przyjście Zbawiciela Świata było najistotniejsze. Tym bardziej, że w polskim dworze święta Bożego Narodzenia obchodzono rodzinnie, a przyjazna atmosfera wymagała wyciszenia sporów i waśni.

Przygotowania rozpoczynały się na długo przed przyjazdem gości z bliska i z daleka. Robiono porządki, ozdoby do strojenia choinki kupowano, a częściej wykonywano własnoręczne drobne prezenty, np. szalik czy skarpety. W dworskiej kuchni od początku grudnia był ustalony przez panią domu bądź rezydentkę plan robót — świniobicie, obróbka mięs, przygotowanie wędlin, pasztetów, pieczenie ciasteczek, makowców i pierników, wędzenie wędlin i ryb. Pracy było tak dużo, że w bogatych dworach zatrudniano na ten czas dodatkową kucharkę. Także ci, którzy udawali się w gościnę przygotowywali potrawy, bo nie wypadało pojawić się u gospodarza z pustymi rękami.

Do ozdobienia choinki, którą do dworu przywożono w dzień przed lub w wigilię Bożego Narodzenia, też przygotowywano się w długie wieczory — wycinano z papieru i z bibułki gwiazdki, a z opłatków dostarczonych z plebanii — delikatne aniołki. Potrzebne do łańcuchów paski papieru sklejano klajstrem z mąki, złotą farbką malowano szyszki i orzechy. Z wydmuszek wykonywano aniołki i ptaszki. Poza orzechami wieszano jabłuszka, w kolorowych papierkach smakołyki – pierniczki, marcepany, cukierki, figi. Ozdoby tworzono w domu, jedynie włos anielski i proszek do posypywania gałęzi kupowano w mieście. Świeczki na choince zapalano w święta raz lub dwa razy, a zimne ognie paliły się tylko w wieczór wigilijny.

Przed stu laty, po odzyskaniu niepodległości, dużą wagę przywiązywano do rodzimej tradycji, także w zakresie ozdób choinkowych. Uważano, że powinny być „krajowe”. W czasopiśmie „Ziemianka Polska”, w grudniu 1927 r. napisano: „przede wszystkim starajmy i pilnujmy tego, by na choince nie było żadnej ozdoby pochodzącej z zagranicy. Strójmy naszą polską choinkę piernikami upieczonymi w domu, z miodu z własnej pasieki, jabłkami rumianymi z naszych wzorcowo prowadzonych sadów, świecidełkami ze złota pszennej słomy naszych łanów polskich, drobiazgami wykonanymi u nas w kraju”.

W otwartym w 2015 r. dworze w Kłóbce, z okazji świąt zmienia się aranżację reprezentacyjnych wnętrz.  Na Boże Narodzenie — w salonie ustawia się choinkę udekorowaną ręcznie wykonanymi ozdobami z papieru, łańcuchami, biało-czerwonymi chorągiewkami, przypina się świeczki. W jadalni, stół nakryty białym obrusem zastawia się do wigilijnej wieczerzy.

Także w tym roku Panie pracujące w dworze do przystrojenia choinki napiekły pierniczków. Wykonaniem ciasta i zdobieniem świątecznych ciastek zajmują się też w grudniu uczniowie — uczestnicy warsztatów i lekcji muzealnych. Nic dziwnego, że w przedświątecznym okresie w całym kłóbskim dworze unosi się piernikowy zapach.

Zapraszamy do zwiedzania.

Krystyna Kotula


Źródło: Muzeum Ziemi Kujawskiej i Dobrzyńskiej